Poza czytaniem i słuchaniem wypowiedzi pewnego lokalnego analityka, co do którego my osobiście mieliśmy obawy, że wskutek wzmożonej aktywności w mediach, zaraz „wyskoczy z lodówki”, (abstrahując od tego, że obserwowaliśmy tą aktywność z lekkim zażenowaniem), ostatnie kilkanaście dni upłynęło nam i innym inwestorom na obserwacji aktywności w mediach społecznościowych pewnego prezydenta. Aktywność i jej następstwa w realnym świecie była początkiem niemałego zamieszania na rynkach finansowych, które trwa do dnia pisania tego artykułu (a więc 13 maja tego roku).

Wskaźniki sentymentu rynkowego

Dla nas owo zamieszanie nie jest zbytnim zaskoczeniem. Po bardzo dobrym początku roku na rynkach akcji, wskaźniki sentymentu rynkowego znalazły się blisko obszarów euforycznych, a więc poziomów, w okolicach których każdemu racjonalnie myślącemu inwestorowi powinna „zapalić się lampka ostrzegawcza”. Przewidzenie momentu, w którym pojawi się „moment zapalny” dający inwestorom sygnał do odwrotu, jak i co ten moment wywoła, jest szalenie trudne (żeby nie powiedzieć niemożliwe na dłuższą metę – jeden czy nawet kilka razy można mieć szczęście i „trafić”). Obserwowanie wskaźników sentymentu rynkowego może jednak dać dobrą wskazówkę kiedy kierować się ku wyjściu (w domyśle „z rynku”) stosując zasadę, że „lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu” (przy czym warto podkreślić, że w tym roku przysłowiowy „wróbel”, jeżeli został złapany w odpowiednim momencie, mógł przybrać dosyć pokaźne rozmiary).

Wskaźniki przepływu informacji medialnych

Obserwując obecną rzeczywistość i chcąc „iść z duchem czasu” my, obok klasycznych miar sentymentu rynkowego, zaczęliśmy ostatnio obserwować tzw. wskaźniki przepływu informacji medialnych (z ang. newsflow). Stąd między innymi, będące parafrazą tytułu Oskarowej produkcji braci Cohen, zadane w tytule pytanie – czy klasyczne podejście do inwestowania oparte jedynie na obserwacji wskaźników finansowych (także tych, na których bazują tak przez nas lubiane wskaźniki sentymentu rynkowego) ma jeszcze rację bytu? Po wstępnych obserwacjach newsflow’u odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. W dłuższym terminie odczyty fundamentalne odgrywają nadrzędną rolę, natomiast krótkoterminowo, napływ informacji medialnych pokrywa się z sentymentem, przy czym wskaźniki sentymentu mają charakter wyprzedzający newsflow.
[center]

Wykres – Zachowanie indeksu akcji chińskich CSI 300 na tle liczby publikacji medialnych zawierających w treści wyrażenie „Wojna handlowa”

[/center]

alt text

[center]
Źródło: Societe Generale
[/center]

Jest to zjawisko stosunkowo łatwe do wytłumaczenia – inwestorzy profesjonalni mając dostęp do informacji (takich jak wskaźniki sentymentu) niedostępnych dla szerszego spektrum inwestorów, mogą z wyprzedzeniem zareagować na prawdopodobną zmianę sentymentu widząc, że wskaźniki te znajdują się blisko wartości skrajnej. Same informacje medialne są natomiast już przysłowiową „musztardą po obiedzie” i ich natężenie wzrasta po wystąpieniu „punktu zapalnego”.

Aby jednak nasz rynkowy artykuł nie stał się zbytnio teoretyczny (do lektury tego typu publikacji zapraszamy pod koniec tygodnia – w czwartki lub piątki), na koniec zastanowimy się nad ewentualnymi implikacjami trwającego rynkowego zamieszania. Otóż w przypadku samego sprawcy tego bałaganu, wpływ zakomunikowanych za pośrednictwem mediów społecznościowych, a następnie zaimplementowanych w realnym świecie decyzji, jest dosyć znikomy.

Według szacunków analityków jednego z amerykańskich banków inwestycyjnych decyzja o objęciu cłem w wysokości 25% towarów importowanych przez USA z Chin o wartości 200 miliardów USD powinna wpłynąć na zmniejszenie dynamiki amerykańskiego wzrostu gospodarczego jedynie o 0,1 pkt % oraz wzrost inflacji CPI o 0,11 pkt % (przy założeniu, że wzrost cen wynikający z nałożenia ceł zostanie w 100% przerzucony na konsumentów). Nieco gorzej sytuacja wygląda jeżeli chodzi o Chiny – tu decyzja amerykańskiej administracji może spowodować spadek dynamiki PKB o 0,83 pkt %.

To „jest rynek dla starych ludzi”

My, nie próbując wcielać się w rolę wróżbitów, nie podejmujemy się oceny czy te szacunki się spełnią i jaki będą miały wpływ na zachowanie różnych klas aktywów. Pozostajemy wierni zasadzie, że fundamenty (takie jak wzrost gospodarczy czy inflacja) odgrywają rolę w dłuższej niż kilkumiesięczna perspektywie. Odpowiadając na pytanie postawione w tytule, że to „jest rynek dla starych ludzi”, przy podejmowaniu własnych krótkoterminowych decyzji inwestycyjnych, obserwujemy więc odczyty sentymentu rynkowego.


Niniejszy materiał odzwierciedla opinie i wiedzę jego autorów na dzień jego sporządzenia oraz został wydany jedynie w celach informacyjnych i nie jest ofertą ani zachętą do dokonywania transakcji kupna lub sprzedaży papierów wartościowych lub innych instrumentów finansowych. Komentarz nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej, analizy inwestycyjnej, analizy finansowej ani innej rekomendacji o charakterze ogólnym dotyczącej transakcji w zakresie instrumentów finansowych, o których mowa w ustawie z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi.