Zeszłotygodniowym artykułem Czym jest, a czym nie jest obligacja korporacyjna (część 1) rozpoczęliśmy mini-cykl edukacyjny poświęcony bardzo popularnym obligacjom korporacyjnym. Nasi czytelnicy mogli dowiedzieć się czym jest obligacja jako taka i że inwestycja w obligację korporacyjną nie oznacza pewnego zysku. Nie jest to bowiem „lokata” w obligacje (choć literalnie patrząc na definicję tego słowa ze Słownika Języka Polskiego, można byłoby tak powiedzieć), a „inwestycja” w obligacje. Regulacje na rynku finansowym zabraniają jednak używania nazewnictwa kojarzącego się z bardzo dużym bezpieczeństwem kapitału, a za takie uchodzi wyrażenie „lokata” utożsamiane z lokatą bankową.

Statystyczny Kowalski powinien unikać inwestycji w obligacje pojedynczych emitentów

W dzisiejszym artykule przedstawimy proste sposoby na to, jak statystyczny Kowalski może ocenić ryzyko inwestycji w obligacje korporacyjne. Zastrzegamy przy tym, że my stoimy na stanowisku, że ów Kowalski powinien darować sobie tego typu pomysły. Z jego perspektywy dużo bezpieczniejszym rozwiązaniem będzie kupno funduszu obligacji korporacyjnych (najlepiej w formule otwartej) gdzie doborem instrumentów do portfela funduszy zajmują się profesjonaliści i emitentów jest co najmniej kilkudziesięciu, co rozprasza ryzyko pojedynczej inwestycji (profesjonalnie nazywa się to dywersyfikacją portfela). My, nieskromnie uważając, że nasza wiedza z zakresu inwestowania jest ciut większa niż Kowalskiego, doliczyliśmy się jedynie 11 emitentów korporacyjnych notowanych na rynku Catalyst, których obligacji nie balibyśmy się kupić.

Jeżeli jednak Kowalski bardzo chce, powinien przestrzegać kilku prostych zasad

Jeżeli jednak, jako inwestor indywidualny, bardzo chcemy dokonywać inwestycji w tego typu instrumenty finansowe, to poniżej przedstawiamy garść wskazówek, jak w prosty sposób zabezpieczyć się przed poniesieniem dotkliwych strat. Inwestorzy indywidualni przy analizie inwestycji w obligacje korporacyjne powinni sprawdzić czy:

  • Instrumenty te są im oferowane przez podmioty będące firmą inwestycyjną (dom maklerski lub bank prowadzący działalność maklerską) posiadające zezwolenie KNF na oferowanie instrumentów finansowych lub mające status agenta firmy inwestycyjnej.
  • Są emitowane w trybie emisji publicznej, a w konsekwencji istnieje wtórny rynek, na którym te obligacje będą przedmiotem obrotu i na którym to wtórnym rynku można je sprzedać przed terminem wykupu.
  • Posiadają całą masę, zazwyczaj bezwartościowych, zabezpieczeń – co do zasady im więcej zabezpieczeń, tym obligacja bardziej ryzykowna, bo wiarygodny i bezpieczny emitent nie musi desperacko udowadniać (całą masą zabezpieczeń), że środki obligatariuszy są bezpieczne i odda je w terminie wykupu wraz z odsetkami.
  • Płacą wysoką prowizję dla oferującego (2%, 3% czy 4% – kupujący tego nie widzi, ale to jest rzeczywisty dodatkowy koszt jaki ponosi emitent) – emisje publiczne zazwyczaj jednak ograniczają to ryzyko.

To nasza reguła kciuka (z ang. rule of thumb) – mają rentowność (przyjmujmy dla uproszczenia, że to oprocentowanie) przekraczające dwukrotność oprocentowania bonów lub obligacji skarbowych o analogicznym okresie do wykupu, np. jeżeli dla 2-letniej obligacji skarbowej (bezpiecznej inwestycji) oprocentowanie wynosi 2%, to my nie zainwestowalibyśmy w 2-letnią obligację korporacyjną jeżeli jej oprocentowanie przekracza 4% (to już dwa razy wyższe ryzyko), a spotkaliśmy się z „bezpiecznymi” 2-letnimi obligacjami korporacyjnymi płacącymi 8% (i prowizji 2% dla sprzedającego) – to jest 5-krotnie wyższe ryzyko niż obligacji skarbowej, czyli raczej mało bezpieczna inwestycja. Dla zobrazowania skali ryzyka poniżej prezentujemy zachowanie indeksu obligacji korporacyjnych w Stanach Zjednoczonych, gdzie istnieje bardzo płynny rynek wtórny, który na bieżąco wycenia m.in. ryzyko inwestycji w tego typu instrumenty. Dla doprecyzowania dodamy, że zagregowana dochodowość obligacji, składowych tego indeksu na dzień 29 maja tego roku wynosiła 6,2%, przy okresie zapadalności 4,4 lat. Jak widać na wykresie, o ile w dłuższym terminie inwestycja jest bardzo dochodowa, to w krótszych może cechować się bardzo dużymi i gwałtownymi obsunięciami kapitału. Warto przy tym zaznaczyć, że w przeciwieństwie do inwestycji w obligację korporacyjną pojedynczego emitenta, inwestycja w poniższy indeks (np. z pośrednictwem funduszu ETF) nie stwarza ryzyka bezpowrotnej utraty całości zainwestowanego kapitału, np. w przypadku bankructwa emitenta.
[center]

Wykres – Zachowanie indeksu Markit iBoxx USD Liquid High Yield Index w okresie 1999 – 2019

[/center]

alt text

[center]
Źródło: Refinitiv Eikon
[/center]

• Dla bardziej dociekliwych -obligacje danego emitenta znajdują się w portfelach dobrych funduszy otwartych inwestujących w tą klasę aktywów (sprawozdania finansowe funduszy, w których można to sprawdzić, co prawda z kilkumiesięcznym poślizgiem, ale są ogólnodostępne) – jeżeli nie znajdziemy tam emitenta, to skoro profesjonalista nie był zainteresowany taką inwestycją to czy inwestor detaliczny oceni ją lepiej i bardziej profesjonalnie? Raczej nie.