Rynek akcji a spowolnienie w gospodarce

W naszych rynkowych artykułach od dłuższego czasu podchodzimy do obecnej sytuacji rynkowej z umiarkowaną dozą optymizmu (czego daliśmy wyraz w dniu 8 października Czy niedźwiedź czai się tuż za rogiem?, 15 października Zmienność rynkowa, a kształt krzywej dochodowości czy 12 listopada Podskok martwego kota czy powrót do trendu wzrostowego?). Oponenci tej tezy wskazują, że szczyt koniunktury mamy już za sobą i przed nami spowolnienie w globalnej gospodarce. Patrząc na odczyty wskaźników wyprzedzających koniunkturę trudno się z nimi nie zgodzić – odczyty wskaźnika PMI dla przemysłu dla większości gospodarek pokazują, że optymizm przedsiębiorców maleje (szczególnie jest to widoczne w strefie euro, a jedynym wyjątkiem są tu Stany Zjednoczone, w których jednak optymizm podtrzymywany jest przez fiskalną stymulację, a jej efekty w drugiej połowie przyszłego roku zaczną wyraźnie słabnąć).  

[center]
Wykres 1 – Wskaźnik PMI dla przemysłu dla wybranych gospodarek
[/center]

 

[center]
Źródło: Citigroup
[/center]

 Z naszej perspektywy kluczowy jest jednak fakt, że pomimo malejącego optymizmu oraz bardzo wielu potencjalnych ryzyk przedstawianych przez media (z których większość z inwestycyjnego punktu widzenia to jednak tylko tzw. szum informacyjny – mają dużą nośność i siłę oddziaływania na odbiorcę przekazu, ale ich rzeczywisty wpływ na gospodarkę i zachowanie ryzykownych aktywów jest znikomy), globalny wzrost gospodarczy utrzymuje się powyżej 10-letniej średniej. Patrząc na okres ostatnich 40 lat, w takiej sytuacji globalne rynki akcji zazwyczaj dostarczały pozytywnych stóp zwrotu w przyszłym okresie 12-miesięcznym (wykres poniżej).  

[center]
Wykres 2 – Zachowanie globalnego rynku akcji (Global Equity Returns) względem globalnego wzrostu gospodarczego relatywnie do średniej wartości (Global GDP Growth Less 10y Avg)
[/center]

 

[center]
Źródło: Goldman Sachs
[/center]

 Jak widać na wykresie, sytuacjom, w których globalny wzrost gospodarczy spadał poniżej średniej towarzyszyła zazwyczaj recesja w amerykańskiej gospodarce (US Recessions – szare pola), a tej z kolei towarzyszyła silna przecena rynków akcji na świecie. Wyjątek w ostatnich 20 latach stanowią jedynie okresy znacznego wzrostu awersji do ryzyka spowodowanego nagłymi i niespodziewanymi wydarzeniami w niektórych częściach świata (azjatycki kryzys finansowy czy kryzys zadłużeniowy w strefie euro). Recesji w Stanach Zjednoczonych się nie spodziewamy (tu rynek ogółem jest z nami zgodny), co zresztą znajduje potwierdzenie chociażby we wspomnianym wcześniej odczycie PMI. Wystąpienie niespodziewanych negatywnych zdarzeń ma z kolei to do siebie, że są one niespodziewane i trudno je prognozować (a dodatkowo zazwyczaj ich wpływ na otocznie jest krótkotrwały, chociaż inwestorzy, zwłaszcza ci mniej świadomi, często błędnie postrzegają je jak początek końca świata). To stoi za naszym umiarkowanie optymistycznym nastawieniem do ryzykownych aktywów w krótkim terminie (do 1 roku).    


Niniejszy materiał odzwierciedla opinie i wiedzę jego autorów na dzień jego sporządzenia oraz został wydany jedynie w celach informacyjnych i nie jest ofertą ani zachętą do dokonywania transakcji kupna lub sprzedaży papierów wartościowych lub innych instrumentów finansowych. Komentarz nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej, analizy inwestycyjnej, analizy finansowej ani innej rekomendacji o charakterze ogólnym dotyczącej transakcji w zakresie instrumentów finansowych, o których mowa w ustawie z dnia  29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi.

Inwestowanie pasywne – hit czy kit? (część 1)

Na wstępie nieco odejdziemy od tematu dzisiejszego artykułu, chcąc podziękować za liczne zapytania związane z naszym poprzednim artykułem z 8 listopada Rola inwestycji alternatywnych w budowie portfela inwestycyjnego. Z przykrością musimy jednak poinformować naszych czytelników, że nie możemy na tym etapie naszej działalności polecać czy rekomendować instrumentów finansowych, które mogłyby zapewnić ekspozycję na wspomniane w artykule przykładowe inwestycje alternatywne.

Przechodząc do meritum, czyli pasywnego inwestowania. Temat jest na tyle rozległy, że poświęcimy mu dwa lub trzy edukacyjne wpisy. W dzisiejszym artykule skupimy się na krótkiej charakterystyce tej formy inwestowania oraz na jej zaletach. Na początku odpowiadamy – inwestowanie pasywne to naszym zdaniem hit, szczególnie na zagranicznych rynkach akcyjnych czy obligacyjnych i przy klasycznym inwestowaniu opartym o stopę odniesienia w postaci konkretnego rozsądnie dobranego indeksu. Zdecydowaliśmy się podjąć temat, bo na rodzimym rynku nieśmiało zaczynają się pojawiać pasywne rozwiązania. Zdecydowanie im kibicujemy, ale mając blisko 10 lat doświadczenia z tego typu inwestycjami, musimy przyznać, że do perfekcji sporo im brakuje. Nie od razu Rzym zbudowano, więc z czasem będziemy podążać w stronę ideału. Dystans jest jednak naprawdę spory – dosyć powiedzieć, że funkcjonują już rozwiązania, które nie pobierają żadnej opłaty za zarządzanie od klientów (w kraju nad Wisłą startujemy z opłatą na poziomie 1%).

Najbardziej popularna forma inwestowania pasywnego – fundusz ETF

Najbardziej popularną formą inwestowania pasywnego jest tzw. fundusz ETF (z ang. exchange traded-fund). Z prawnego punktu widzenia jest to fundusz otwarty, który podlega ciągłemu obrotowi giełdowemu jak zwykła akcja. To niewątpliwie jego pierwsza zaleta – możliwość kupna i sprzedaży jednostek w godzinach pracy giełdy, na której dany ETF jest przedmiotem obrotu. Wiążą się z tym, podobnie jak ze zwykłą akcją, dwie kolejne zalety jaką jest znajomość ceny, po której kupujemy czy sprzedajemy ETFa oraz wysoka płynność. W przypadku tradycyjnych funduszy otwartych zazwyczaj nie znamy ceny, po której kupujemy lub sprzedajemy jednostki w momencie złożenia zlecenia kupna lub sprzedaży, gdyż jest ono najczęściej realizowane z przynajmniej jednodniowym opóźnieniem. Dodatkowo dobrze dobrany ETF, który jest przedmiotem zainteresowania dużej grupy inwestorów (są też ETFy, które nie wzbudzają zainteresowania), sprawia, że sprawne kupno i sprzedaż jednostek o znacznej wartości nie rodzi praktycznie żadnego ryzyka niekorzystnego wpływu na cenę (jej zawyżenia w przypadku kupna i zaniżenia w przypadku sprzedaży). Dosyć powiedzieć, że w 2013 roku ETFy stały się grupą instrumentów o największym globalnym wolumenie obrotów spośród wszystkich grup instrumentów podlegających obrotowi giełdowemu.

Dla nas największą korzyścią jest jednak (cały czas przy założeniu, że właściwie dobierzemy ETFa)  to, że mamy bardzo duże prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że osiągniemy stopę zwrotu na poziomie indeksu, którego zachowanie dany ETF odwzorowuje pomniejszoną o koszty zarządzania (wyrażone wartością tzw. wskaźnika kosztów całkowitych – z ang. total expense ratio). Koszty te są z kolei dużo niższe niż w aktywnie zarządzanych produktach, w których dodatkowo dochodzi czynnik niepewności związany ze stopą zwrotu (może ona być gorsza lub lepsza niż indeks). W celu zobrazowania zebraliśmy grupę czterech funduszy otwartych aktywnie zarządzanych przez krajowe podmioty, których spektrum inwestycyjne stanowią bardzo modne ostatnio technologia i innowacje.Zestawiliśmy ich wyniki oraz koszty z funduszem ETF zarządzanym przez lidera branży i posiadającym podobne spektrum inwestycyjne (cyt. z opisu ETFa: access global companies with significant exposure to exponential technologies, which displace older technologies, create new markets, and have the potential to create significantly positive economic benefits). Wyniki tego ćwiczenia prezentujemy poniżej na wykresie:  

[center]
Wykres – Zestawienie średniorocznej stopy za okres 3 lat (31.10.2015 – 31.10.2018) oraz wskaźnika kosztów całkowitych wybranej grupy funduszy otwartych zarządzanych aktywnie i funduszu pasywnego o spektrum inwestycyjnym w obszarze nowych technologii i innowacji
[/center]

 

[center]
Do wyliczenia średniorocznego wyniku i wskaźnika kosztów całkowitych dla grupy funduszy posłużyliśmy się medianą
[/center]

[center]
Źródło: ishares.com; analizy.pl; obliczenia własne
[/center]

Interpretacje powyższego wykresu pozostawiamy naszym czytelnikom. W kolejnych artykułach edukacyjnych napiszemy o wadach pasywnego inwestowania (bo takowe też istnieją) oraz na jakie elementy zwracać uwagę przy wyborze pasywnych funduszy.

Podskok martwego kota czy powrót do trendu wzrostowego?

Pomimo tego, że październikowa nerwowość na rynku akcji już za nami, a indeks giełdy amerykańskiej S&P500 od 30 października wzrósł o 5,3%, więc do najwyższej wartości w historii osiągniętej 20 września tego roku brakuje mu jedynie 5,1%, wielu obserwatorów rynku zastanawia się czy ostatni ruch wzrostowy nie jest tylko podskokiem martwego kota (z ang. dead cat bounce). Wyrażenie to w żargonie inwestycyjnym oznacza niewielki i krótkotrwały wzrost cen akcji w trendzie spadkowym.

W dzisiejszym artykule odpowiadamy na to pytanie. Uważni czytelnicy znają już nasz pogląd na październikową sytuację rynkową (artykuły z 8 października Czy niedźwiedź czai się tuż za rogiem i z 15 października Zmienność rynkowa, a kształt krzywej dochodowości), ale z racji tego, że od publikacji ww. artykułów minął już miesiąc, spieszymy z aktualizacją. Nie jest naszym celem powtarzanie argumentów przytoczonych w październiku, więc dziś spojrzymy na obecną sytuację rynkową z nieco innej perspektywy. Pomogą nam tym analitycy z banku inwestycyjnego wykonującego robotę Boga (przynajmniej tak twierdzi ich były prezes – ostateczny osąd zostawiamy naszym czytelnikom).

Cofając się do roku 1961 możemy znaleźć 10 okresów na  amerykańskim rynku akcji, podczas których mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem podskoku martwego kota w początkowej fazie bessy. Średnio (wszędzie gdzie przytaczamy średnie wartości liczbowe posługujemy się medianą), w pierwszej fazie spadków rynek amerykański przeceniał się o 9%, a przecena trwała około 1,3 miesiąca. Po tym okresie następowało korekcyjne odbicie (rzeczony podskok), które trwało średnio 3,2 miesiąca, a indeks w tym okresie rósł o około 8%. Po 3-miesięcznym okresie rynek wracał do spadków, które trwały 17,6 miesiąca, a skala przeceny wynosiła 31%. Szczegółowo widać to na poniższym wykresie.

[center]
Wykres – Statystyczne zachowanie amerykańskiego rynku akcji w okresach bessy (na jeden rok przed jej początkiem)
[/center]

[center]
Źródło: Goldman Sachs
[/center]

Patrząc tylko na statystykę, powyższe dane liczbowe oraz wykres wpisywałyby się w naszą tezę postawioną w artykule z 8 października o tym, że niedźwiedź jest widoczny w oddali. Czasu na ucieczkę (zakładamy, że to wygłodniały grizli, a nie łagodny koala, więc jeżeli zacznie się zbliżać należałoby skierować się w bezpieczne miejsce) nie byłoby aż tak dużo – około 3 miesiące. Miara jaką jest mediana ma jednak to do siebie, że w tym konkretnym przypadku, dzieli 10 obserwacji, na podstawie których zostały wyliczone przedstawione w artykule wartości liczbowe, na dwa podzbiory – pięć obserwacji ma wartość wyższą niż 3,2 miesiąca, a pozostałe pięć wartość niższą. Najkrótszy okres, w którym następował podskok wyniósł 1,3 miesiąca, a najdłuższy 9 miesięcy.

My bazując na statystyce, ale także na sytuacji ekonomicznej w największej gospodarce światowej, podtrzymujemy tezę o niedźwiedziu widocznym w oddali. Uważamy jednak, że obecnej sytuacji rynkowej bliżej jest do okresu 9-miesięcznego niż 1- czy 2-miesięcznego. W ostatnim 30 latach, rynek niedźwiedzia na giełdzie amerykańskiej następował przed wystąpieniem recesji w realnej gospodarce. Ryzyko recesji na chwilę obecną jest z kolei stosunkowo niskie. Jej wystąpienie ciągu najbliższych 2 lat analitycy banku inwestycyjnego Goldman Sachs szacują na 20%. Sygnałem odwrotu od rynku akcji było w ostatnich 30 latach prawdopodobieństwo wystąpienia recesji na poziomie 35%.    


Niniejszy materiał odzwierciedla opinie i wiedzę jego autorów na dzień jego sporządzenia oraz został wydany jedynie w celach informacyjnych i nie jest ofertą ani zachętą do dokonywania transakcji kupna lub sprzedaży papierów wartościowych lub innych instrumentów finansowych. Komentarz nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej, analizy inwestycyjnej, analizy finansowej ani innej rekomendacji o charakterze ogólnym dotyczącej transakcji w zakresie instrumentów finansowych, o których mowa w ustawie z dnia  29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi.

Rola inwestycji alternatywnych w budowie portfela inwestycyjnego

W naszym inauguracyjnym artykule z dnia 14 września Inwestowanie, a fazy cyklu koniunkturalnego, w którym przybliżyliśmy naszym czytelnikom tajniki inwestowania w różnych okresach koniunktury, skupiliśmy się na dwóch tradycyjnych klasach aktywów za jakie uważamy akcje oraz obligacje. Można by rzec jednak, że „nie samą tradycją człowiek żyje”, wiec dziś postanowiliśmy pokazać jakie korzyści dla portfela inwestycyjnego może przynieść dodanie do niego tzw. inwestycji alternatywnych. Dla mniej wtajemniczonych czytelników wyjaśniamy, że jest to grupa bardzo rozległa i zaliczamy do niej inwestycje inne niż akcje, obligacje oraz gotówka. Mogą to wiec być inwestycje w towary, nieruchomości, private equity, venture capital, instrumenty pochodne czy kryptowaluty. Inwestowanie w tego typu instrumenty wymaga więc dosyć specjalistycznej wiedzy. Przykładowo dla nas abstrakcją byłaby inwestycja w bardzo modne ostatnio kryptowaluty. Z tym instrumentem jest trochę tak jak hitem radiowym z roku 2012, piosenką Gangman Style – każdemu się podoba, ale nikt tak naprawdę nie wie o co w nim chodzi (w przypadku wspomnianego hitu poza znawcami języka koreańskiego). Różnica między kryptowalutami, czy każdą inwestycją, której nie rozumiemy jest taka, że może skutkować wymiernymi stratami finansowymi. W przypadku niezrozumienia tekstu piosenki negatywnych wymiernych konsekwencji nie ma.

Wracając do meritum, a więc korzyści płynących z obecności inwestycji alternatywnych w portfelu. Kluczowy jest wybór przede wszystkim takich inwestycji alternatywnych, które rozumiemy. Na potrzeby dzisiejszego artykułu wybraliśmy więc niejako ex-post te inwestycje alternatywne, które my rozumiemy na tyle, że mogłyby one być częścią naszych krótkoterminowych, taktycznych decyzji inwestycyjnych oraz te, które w różnych okresach czasu w tym roku „dały zarobić”. Są to kakao, ropa naftowa oraz cukier. Oczywiście „dzisiejszy inwestor na wczorajszych wzrostach nie zarabia”, więc w rzeczywistości wybór jest nieco trudniejszy, bo wybierać inwestycje trzeba ex-ante, a spotkaliśmy się z opinią, z którą generalnie się zgadzamy, że prognozowanie przyszłości jest bardzo trudnym zadaniem.

Aby pokazać korzyści płynące z trafnego doboru inwestycji alternatywnych w portfelu zestawiliśmy tegoroczny hipotetyczny portfel składający się w 50% z akcji amerykańskich (indeks S&P500) oraz 50% z amerykańskich obligacji skarbowych (indeks ICE U.S. Treasury Core Bond) oraz portfel, w którym akcji i obligacji amerykańskich jest po 47,5%, a 5% stanowi dopełnienie wybranymi przez nas inwestycjami alternatywnymi, przy czym w okresie styczeń – kwiecień jest to kakao (Cocoa), maj-sierpień ropa naftowa (West Texas Intermediate), a wrzesień – październik cukier (Sugar#11) – wykres poniżej.  

[center]
Wykres – Porównanie zachowania dwóch portfeli inwestycyjnych (jedynie akcyjno-obligacyjnego oraz akcyjno-obligacyjno-alternatywnego)
[/center]

[center]
Źródło: money.net, obliczenia własne
[/center]

Jak widać na wykresie trafny dobór inwestycji alternatywnych jako uzupełnienie portfela może nieść ze sobą szereg korzyści jakimi są mniejsza zmienność portfela oraz wyższa stopa zwrotu. Poza tym, że kluczowy jest właściwy wybór samej inwestycji to dodatkowo powinny one stanowić jedynie uzupełnienie portfela ze względu na fakt, że ich analiza jest trudniejsza niż tradycyjnych klas aktywów (akcje i obligacje) oraz to, że w odosobnieniu charakteryzują się często dużo wyższym ryzykiem. Często, niska czy wręcz ujemna korelacja inwestycji alternatywnych z tradycyjnymi klasami aktywów sprawia jednak, że w ujęciu zagregowanym stanowią wartościowe uzupełnienie portfela.

POZKAL w gronie naszych Partnerów

Pragniemy dumni poinformować o nawiązaniu współpracy z firmą POZKAL. Witamy w gronie naszych Partnerów innowacyjną firmę o ugruntowanej pozycji na rynku drukarskim w Polsce, posiadającej doświadczenie w branży poligraficzno-wydawniczej. Cieszymy się i dziękujemy za obdarzenie nas zaufaniem. Liczymy na owocną współpracę, która przyniesie wymierne korzyści ekonomiczne obu stronom.  


[center]
Źródło: www.pozkal.pl
[/center]

Czy ceny paliw zrobią kierowcom przedwczesny prezent mikołajkowy?

Październik oraz początek listopada charakteryzowały silne spadki cen ropy naftowej (zarówno WTI, jak i Brent). Niestety dla rodzimych kierowców ta przecena nie znalazła odzwierciedlenia w cenach paliw na stacjach, które od dłuższego czasy utrzymują się powyżej 5 złotych za litr. Nie jesteśmy specjalistami od prognozowania cen paliw (zapewne częściowo można tłumaczyć tą odporność cen na spadek cen ropy umacniającym się kursem dolara do złotówki), ale w dzisiejszym artykule spróbujemy, upraszczając nieco rzeczywistość, odpowiedzieć na pytanie: „Czy przecena na rynku ropy będzie kontynuowana (w domyśle przekładając się na spadek cen paliw w Polsce)”? Naszych czytelników pragniemy poinformować, że takie upraszczanie rzeczywistości co do zasady nie jest niczym złym. Pewną prawidłowością w ekonomii jest, że im prostszy jest model służący do prognozowania przyszłości, tym jego wartość prognostyczna zazwyczaj jest większa.

Wracając do sedna sprawy, a więc do cen ropy. Wbrew konsensusowi rynkowemu, który zakładał dalszy wzrost cen ropy (nieśmiało „na rynku” pojawiały się głosy, że ceny ropy Brent zbliżą się do 100 USD za baryłkę), te zanotowały silne spadki (w okresie 28 września – 2 listopada: WTI -13,8%, a Brent -12,4%).

Dla każdego, kto chociaż w minimalnym stopniu zna podstawy ekonomii, zabrzmi to jak banał, ale za przyczyny przeceny powszechnie uważa się obawy o słabnący popyt oraz mniejszy od oczekiwań spadek podaży. Niższy popyt i wyższa podaż to z kolei idealny przepis na spadek ceny. Z inwestycyjnego punktu widzenia najważniejsze jest to, co stanie się z popytem i podażą w przyszłości, gdyż to będzie determinowało przyszłą cenę surowca. Upraszczając rzeczywistość (zakładamy, że cena paliw na stacjach w Polsce jest jedynie pochodną ceny ropy naftowej na świecie) i odpowiadając na pytanie czy kierowcy dostaną mikołajkowy prezent w postaci niższych cen benzyny, uważamy, że nie dostaną.

Popyt na ropę naftową nie wygląda tak źle jakby mogło się wydawać obserwując październikowe spadki cen. W dużej mierze generatorem popytu na ropę naftową są rynki wschodzące (w tym głównie Chiny – wykres poniżej).  

[center]
Wykres 1 – Udział poszczególnych krajów i grup krajów w konsumpcji ropy naftowej
[/center]

 

[center]
US – Stany Zjednoczone; Rest of DM – pozostałe kraje rozwinięte; China – Chiny; Rest of EM – pozostałe kraje rozwijające się
[/center][center]
Źródło: Goldman Sachs
[/center]

 Naszym zdaniem emerging markets najgorszy okres mają z kolei już za sobą, a dynamika wzrostu gospodarczego, która w dużym stopniu determinuje popyt na surowce (także na ropę naftową), powinna ulec w kolejnych kwartałach poprawie (wykres poniżej).  

[center]
Wykres 2 – Globalny wzrost gospodarczy
[/center]

[center]
Global – Świat; AE – kraje rozwinięte; EM kraje rozwijające się
[/center]

[center]
Źródło: Citigroup
[/center]

Z kolei podaż może w najbliższych miesiącach ulec ograniczeniu, głównie za sprawą mniejszej podaży surowca ze strony Iranu objętego amerykańskimi sankcjami. Analitycy banku inwestycyjnego Goldman Sachs szacują, że poziom irańskiego eksportu spadnie z obecnych 1,7 milionów baryłek do 1,2 milionów baryłek na przełomie listopada i grudnia. Niższa podaż i wyższy popyt to z kolei przepis na wzrost cen.      


Niniejszy materiał odzwierciedla opinie i wiedzę jego autorów na dzień jego sporządzenia oraz został wydany jedynie w celach informacyjnych i nie jest ofertą ani zachętą do dokonywania transakcji kupna lub sprzedaży papierów wartościowych lub innych instrumentów finansowych. Komentarz nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej, analizy inwestycyjnej, analizy finansowej ani innej rekomendacji o charakterze ogólnym dotyczącej transakcji w zakresie instrumentów finansowych, o których mowa w ustawie z dnia  29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi.

Rozwijamy się ze wsparciem funduszy unijnych

Uprzejmie informujemy, że w dniu 26 października 2018 r. podpisaliśmy umowę o świadczenie usług o charakterze proinnowacyjnym. Pozyskane w wyniku podpisanej umowy środki będziemy mogli wykorzystać na rozwój naszej strategii biznesowej, głównie w obszarze marketingu i komunikacji internetowej, dzięki czemu wprowadzimy innowacyjne rozwiązania dla naszych obecnych i przyszłych Klientów.

Jak wybory do amerykańskiego Kongresu mogą wpłynąć na rynki finansowe?

Dostarczanie naszym czytelnikom cotygodniowej porcji ciekawych informacji rynkowych stanowi dla nas nie lada wyzwanie. Zwłaszcza, że nie jest to dla nas powielanie powszechnie dostępnych informacji, które każdy inwestor może łatwo samodzielnie znaleźć w internecie. Z braku wystarczająco ciekawego materiału rynkowego postanowiliśmy w tym tygodniu pójść na skróty i wykonać pracę niejako odtwórczą.

Zebraliśmy informacje na temat potencjalnego wpływu listopadowych wyborów do amerykańskiego Kongresu na rynki finansowe. Przypominamy, że w naszym podejściu do inwestowania nie podejmujemy się prognozowania wyników wydarzeń politycznych (artykuł z 8 października 2018 r. Czy niedźwiedź czai się tuż za rogiem?). W ostatnich latach było to dosyć trudne, a dodatkowo wynik dwóch „dużych” wydarzeń politycznych (referendum w sprawie Brexitu, wybory prezydenckie w USA) przyniósł efekt rynkowy odwrotny od  oczekiwanego – miała być katastrofa, a skończyło się na euforii. Szczerze przyznamy, że na pierwsze się nabraliśmy ale wyciągnąwszy wnioski, wybory prezydenckie i próbę prognozowania wyniku zignorowaliśmy, skupiając się na liczbach i wykresach finansowo-rynkowych. Prosimy więc o nietraktowanie poniższych dywagacji jako naszych własnych.  

[center]
Wykres – Implikacje rynkowe (dla ryzykownych aktywów) przy różnych wariantach wyników listopadowych wyborów
[/center]

[center]
Kolor czerwony (red) – Republikanie; kolor niebieski (blue) – Demokraci
[/center][center]
Źródło: UBS
[/center]

Analiza powyższego wykresu pozwala nam powiedzieć, że w przypadku powiększenia lub zachowania większości w Kongresie przez Partię Republikańską należałoby się spodziewać pozytywnej reakcji rynkowej ze względu na „granie do jednej bramki” przez Prezydenta i Parlament. Z kolei jeżeli Demokratom udałoby się odzyskać część utraconych miejsc w Kongresie (scenariusz, któremu duży szwajcarski bank inwestycyjny przypisuje największe prawdopodobieństwo) czy zyskać zdecydowaną większość, nie powinno mieć to większego wpływu na zachowanie ryzykownych aktywów. Chociaż w tym ostatnim przypadku ze względu na pat polityczny i ogólną niechęć Partii Demokratycznej do prezydenta Trumpa (wywodzącego się z szeregu Republikanów), efekt mógłby być negatywny (w ekstremalnym scenariuszu mówi się nawet o impeachmencie prezydenta, co rynki mogłyby przyjąć nerwowo).

Ostateczną interpretację zostawiamy naszym czytelnikom. Często interesująco wypada konfrontacja tego typu prognoz z rzeczywistością po samym wydarzeniu, do czego gorąco zachęcamy w procesie edukacji inwestycyjnej.  


Niniejszy materiał odzwierciedla opinie i wiedzę jego autorów na dzień jego sporządzenia oraz został wydany jedynie w celach informacyjnych i nie jest ofertą ani zachętą do dokonywania transakcji kupna lub sprzedaży papierów wartościowych lub innych instrumentów finansowych. Komentarz nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej, analizy inwestycyjnej, analizy finansowej ani innej rekomendacji o charakterze ogólnym dotyczącej transakcji w zakresie instrumentów finansowych, o których mowa w ustawie z dnia  29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi.

Zyski, czyli średnioterminowy drogowskaz rynkowy

Po lekturze dwóch poprzednich artykułów edukacyjnych, nasi czytelnicy wiedzą, że przy podejmowaniu długoterminowych decyzji inwestycyjnych wycena jest dobrym narzędziem prognostycznym (artykuł z 11 października Kupuj, bo jest tanio – czy wycena to dobre narzędzie prognostyczne?), ale w krótkim terminie należy wycenę ignorować i kierować się sentymentem rynkowym oraz fazami cyklu koniunkturalnego (artykuł z dnia 18 października Sentyment prawdę Ci powie, czyli jak inwestować w krótkim terminie).

Wiedząc już jak inwestować w długim terminie (powyżej pięciu lat) oraz czym kierować się przy podejmowaniu taktycznych krótkoterminowych decyzji (poniżej jednego roku), naturalnym wydaje się zadanie pytania, a co pomiędzy (okres 1-5 lat)? Poniekąd odpowiadamy na to pytanie w tytule dzisiejszego artykułu, ale żeby nie być gołosłownym poniżej rozwijamy temat.

Jak widać na poniższym wykresie, który sięga aż do roku 1965, zmiana zysku na jedną akcję (EPS) dla spółek z indeksu S&500 dosyć mocno współgra ze zmianą samego indeksu. Oczywiście zdarzają się krótkie okresy, w których ta relacja ulega zaburzeniu, ale zasadniczo widoczny jest silny związek.  

[center]
Wykres – Zachowanie indeksu S&P500 względem zysku na jedną akcję (EPS) spółek wchodzących w skład indeksu
[/center]

[center]
Źródło: Citigroup
[/center]

Aby w prosty i szybki sposób wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje należy odpowiedzieć na pytanie co odzwierciedla zmiana ceny akcji – jest to zmiana jej wartości, a będąc bardziej precyzyjnym percepcja inwestorów co do zmiany wartości w przyszłości. Wartość ta z kolei determinowana jest przez generowanie przez spółkę zysku lub jego brak. Jeżeli inwestorzy oczekują wzrostu zysku, wpływa to na perspektywy wzrostu wartości spółki, a to znajduje odzwierciedlenie w cenie jej akcji. Z kolei w przypadku spadku zysków cały mechanizm ulega odwróceniu o 180º.

Zarówno w jednym, jak i drugim przypadku kluczowe są trafne prognozy odnośnie przyszłych zysków – podejmowanie decyzji inwestycyjnych po fakcie sprawi, że możemy kupić „na górce” i sprzedać „na dołku”. Jeżeli jednak jesteśmy inwestorem średnioterminowym i kierujemy się właśnie dynamiką zysków przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, to tzw. „market-timing” nie jest aż tak istotny.

W najnowszej historii (XXI wiek) trend wzrostowy na zyskach spółek z indeksu S&P500 trwał co najmniej kilka lat (6 lat w okresie 2001 -2007; 5 lat w  okresie 2009-2014 oraz 2 lata w obecnym „mini-cyklu” rozpoczętym w 2016 roku).

Złoto wraca do łask inwestorów?

Podczas ostatniej silnej przeceny na globalnych rynkach akcji, jaka miała miejsce w pierwszej połowie października tego roku, niewiele było obszarów, w których można było „się ukryć” i przeczekać zawirowania rynkowe. Zawiodły nawet uważane za bezpieczną przystań obligacje skarbowe (amerykańskie czy niemieckie). Ale trudno się temu dziwić – wszak za powody wyprzedaży na rynku akcji i innych ryzykownych aktywów uważa się powszechnie gwałtowny wzrost rentowości amerykańskich obligacji skarbowych oraz ponowny wzrost ryzyka politycznego w strefie euro, który zawdzięczamy Włochom (a odzwierciedlenie znalazł on we wzroście rentowności włoskich obligacji skarbowych).

Jednym z niewielu takich obszarów było złoto (wykres 1). Z bardziej abstrakcyjnych można jeszcze wskazać cukier (+11,3% w przytoczonym na wykresie 1 przedziale czasowym), ale ze względu na jego abstrakcyjność jako przedmiotu inwestycji wśród rodzimych inwestorów, czytelników naszych artykułów w dzisiejszym wpisie skupiamy się właśnie na złocie.  

[center]
Wykres 1 – Zachowanie wybranych klas aktywów w okresie pomiędzy 2, a 11 października tego roku
[/center]

[center]
Źródło: Goldman Sachs
[/center]

  Złoto było w ostatnich latach zapomnianą klasą aktywów przez inwestorów. Po zbliżeniu się do wartości 1 800 USD za uncję w 2011 i 2012 roku trudno było w kolejnych latach na inwestycji w złoto zarobić (chyba, że sprzedając je na krótko), poza krótkim epizodem na przełomie 2015 i 2016 roku, jego zachowanie cechowało się trendem spadkowym lub horyzontalnym. Mając na uwadze to, że znajdujemy się w późnej fazie cyklu koniunkturalnego, a nasi stali czytelnicy wiedzą, że taka faza cyklu cechuje się wzrostem zmienności rynkowej (artykuł z 15 października Zmienność rynkowa, a kształt krzywej dochodowości), uważamy, że złoto może powrócić do łask inwestorów. Jak pokazuje historia, okresy silnych przecen na giełdzie amerykańskiej cechowały się zazwyczaj jednoczesnym silnym wzrostem cen złota (wykres 2). Trzy z czterech ostatnich ponad 10-procentowych przecen indeksu S&P500, cechowały się ponad 10-procentowym wzrostem ceny złota. Wyjątek stanowiła druga połowa 2008 roku, kiedy zarówno S&P500 jak i złoto przeceniły się jednocześnie. Nie wiemy co sądzą nasi czytelnicy, ale my akurat w tym czasie, -9% na złocie wzięlibyśmy w ciemno jako alternatywę do ponad 30-procentowej przeceny na S&P500 (zwracamy też uwagę, że w kolejnych trzech miesiącach cena złota z nawiązką odrobiła 9-procentowy spadek).  

[center]
Wykres 2 – Jednoczesne zachowanie się indeksu S&P500 oraz ceny złota w wybranych historycznych okresach (t) oraz ceny złota w późniejszym okresie trzymiesięcznym (t+3M)
[/center]

[center]
Źródło: Citigroup
[/center]

Dalecy jesteśmy co prawda od stwierdzenia, że w najbliższym czasie czeka nas ponad 10-procentowa przecena na rynku amerykańskim, ale widoczny w oddali niedźwiedź (artykuł z 8 października Czy niedźwiedź czai się tuż za rogiem?) sprawia, że warto przed wzrostem zmienności rynkowej zawczasu się zabezpieczyć.  


Niniejszy materiał odzwierciedla opinie i wiedzę jego autorów na dzień jego sporządzenia oraz został wydany jedynie w celach informacyjnych i nie jest ofertą ani zachętą do dokonywania transakcji kupna lub sprzedaży papierów wartościowych lub innych instrumentów finansowych. Komentarz nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej, analizy inwestycyjnej, analizy finansowej ani innej rekomendacji o charakterze ogólnym dotyczącej transakcji w zakresie instrumentów finansowych, o których mowa w ustawie z dnia  29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi.